Rozmawiamy o jakości edukacji …

Zakupiłam ostatnio kilka mądrych książek i czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Mam ochotę czytać je wszystkie na raz! Już w pierwszej, po którą sięgnęłam („Co z tą szkołą” Joachima Bauera) znalazłam nowe odpowiedzi na stare, trudne pytania o jakość nauczania.

Dlaczego jest tak źle skoro nie jest wcale tak najgorzej…?

Gdy rozmawiam z rodzicami i nauczycielami o jakości nauczania często słyszę, że „przecież za naszych czasów też tak było i jakoś wyszliśmy na ludzi” albo „od lat tak uczę i zawsze było dobrze”. Trochę mnie to złości. Za naszych czasów, 20 czy 30 lat temu, sklepy były puste ale jakoś się żyło… Świat się zmienia! Zmiana jest immanentną częścią życia. Dlaczego więc oczekujemy więcej w innych dziedzinach życia a w edukacji godzimy się na przestarzałe schematy? Nie chcielibyśmy przecież leczyć zębów u stomatologa, który stosuje te same metody i ma wiedzę sprzed trzech dekad!

Wydaje nam się, że rozmawiając o edukacji, jakości pracy szkół i efektywności nauczania, mówimy o rzeczach znanych i oczywistych. Wydaje nam się, że w znanych nam z autopsji schematach odnajdziemy nowe rozwiązania na lepszą szkołę. Ale poruszamy się w szklanym tunelu, nieświadomie trwamy w utartych koleinach myślenia i działania.

„Idziesz, patrzysz i masz nieodparte wrażenie, że nic cię nie ogranicza, a tymczasem poruszasz się w swoich myślach z żelazną konsekwencją, kroczysz wyznaczonym torem, idziesz jak po sznurku. Nie dostrzegasz innych sposobów działania, nie widzisz innych możliwości. Za każdym razem dochodzisz do podobnych konkluzji”. (M. Strączek, Kreatywność. Jak ją rozwijać w sobie i w organizacji)

Nie twierdzę, że szukanie rozwiązań problemu takich jak zwiększenie liczby godzin języka obcego dla poprawy efektywności jest złe. Myśląc jednak o rozwoju, systematycznej poprawie jakości i efektów osiąganych przez uczniów musimy myśleć szerzej, poza znanymi schematami. Musimy rozbić szklany tunel i zaryzykować, krytycznie odnieść się do modelu myślenia o edukacji jaki jest podstawą naszych przekonań i działań.

I w tym miejscu muszę powiedzieć, że jestem załamana gdy słyszę o kolejnej debacie, w której porusza się kwestie ustroju szkolnego, podstawy programowej czy innych kwestii, według mnie WYRWANYCH Z KONTEKSTU. Zwróćcie uwagę, że wszystkie środowiska polityczne podnoszą w debacie te same kwestie: podręcznik taki lub śmaki, testy, konieczność rozwoju szkolnictwa zawodowego, ustrój szkolny z gimnazjami lub bez, podstawa programowa itd

Nikt nie mówi o misji szkoły, o jej zasadniczych celach. Najlepszą metodą do wyjścia poza schemat, poszerzenia perspektywy i rozbicia szklanego tunelu jest wypracowanie WIZJI. Dotyczy to zarówno szczebla centralnego, samorządowego jak i każdej szkoły. Jaka szkoła jest dobra? Czy może być lepsza? Czym jest ta odmieniana przez wszystkie przypadki jakość edukacji?

Poszerzenie perspektywy myślenia o szkole i edukacji nie będzie możliwe bez pogłębiania wiedzy. I tu wrócę do książki „Co z tą szkołą” Joachima Bauera. W ostatnich latach neurobiolodzy wyodrębnili układy w mózgu i procesy odpowiedzialne za motywację, satysfakcję z osiągnięć, poczucie więzi dziecka z dorosłym. Udowodniono teorię psychologiczną Alberta Bandura – teorię społecznego uczenia się, która podważa założenia teorii behawiorystycznej, że zachowanie jest wynikiem wyuczonych reakcji na bodźce – kary i nagrody. Zdefiniowano przy tym warunki konieczne dla właściwego funkcjonowania układu motywacji. Badacze udowodnili też wpływ środowiska szkolnego i relacji na budowanie własnej wartości przez dziecko, jak również na obszary w mózgu odpowiedzialne za agresję i strach.

Dyskusja o jakości edukacji nie może się toczyć bez odniesienia do uwarunkować neurobiologicznych rozwoju człowieka. Znając choćby konkluzje z badań ostatnich dwóch dekad nad pracą mózgu będziemy mogli wreszcie zejść z utartych ścieżek i wypracować wizję oświaty, misję i szukać nowego modelu LEPSZEJ SZKOŁY. I lepszych nas – rodziców i nauczycieli. Nauka, uczenie się odbywa się przecież w mózgu. Ustrój szkolny, szkoła czy sala lekcyjna, ale też program i podręczniki to tylko warunki i narzędzia! Żeby efektywnie dobrać narzędzia, musimy znać cel. Nie nalewamy przecież zupy do talerza widelcem, mimo, że widelec jest znakomitym wynalazkiem.

Potrzebna nam dyskusja o celach a w dalszym etapie o tym jakie warunki musimy spełnić, jakich użyć narzędzi, by uczniowie nie tracili naturalnej motywacji do nauki i radości z uczenia się, by osiągali sukces na miarę swoich możliwości. Szkoła jest przecież instytucją stworzoną dla dzieci i ma ucznia traktować podmiotowo.

PS Gorąco polecam Państwu książkę Joachima Bauera. W kolejnych wpisach spróbuję opowiedzieć więcej o odkryciach neurobiologii w kontekście lepszej edukacji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑