Jaka szkoła? Czy rodzice na pewno wiedzą co dla dzieci najlepsze?

Genezy systemu, który znamy, możemy się doszukiwać w czasach rewolucji przemysłowej. Edukację zaczęto postrzegać jako proces przygotowania do dorosłego życia w kontekście pracy, zdobycia zawodu. Od tamtego czasu jednak świat się zmienił, zmieniły się też potrzeby.

Wszyscy jesteśmy w większym lub mniejszym stopniu przesiąknięci założeniami systemu szkolnictwa, w którym dorastaliśmy: oceny, egzaminy, podręczniki, rywalizacja, rankingi.. Czas na refleksję! Czas na zmianę w nas samych. Czas dogonić zmiany, które zaszły w gospodarce, nauce i w nas samych.

Są kraje, w których już przed 20 laty dostrzeżono potrzebę weryfikacji założeń systemu nauczania dzieci do życia zawodowego. Jednym z tych krajów jest Finlandia. Stawiana za wzór, choć nie spieszno nam niestety póki co czerpać z ich doświadczeń.

Co jest dobre dla dzieci? Jak zmieniać szkołę i ustrój szkolny dla dobra dzieci? Jak przygotować je do dorosłego życia?

Punktem wyjścia do refleksji nad odpowiedzią na te pytania może być odpowiedź na inne: Jakie powinny być nasze dzieci za 10-20 lat, gdy będą kończyć obowiązkową edukację? Czy chcemy by miały konkretny, jeden wyuczony zawód czy może by potrafiły rozwijać się i odważnie szukać swojego miejsca? Świat zmienia się tak szybko, że nie wiemy jak będzie wyglądał za 5 lat a co dopiero za 10 czy 20! Kształcąc się w jakiejś dziedzinie nie możemy z pewnością stwierdzić czy będzie ona jeszcze istnieć po skończeniu szkoły przez naszą pociechę.. Albo ilu będzie konkurentów w tym samym zawodzie… Co więc powinna zapewnić szkoła?

Szkoła nie powinna w naszych czasach UCZYĆ w rozumieniu przekazywania wiedzy. Taki proces nauczania już się nie sprawdza, z kilku powodów. Po pierwsze nauczyciel nie jest już skarbnicą wiedzy nie do zastąpienia. Coraz częściej dzieci udowadniają to swoim belfrom wyszukując informacje w internecie i zaskakują ich pytaniami, na które nauczyciele nie znają odpowiedzi. Chwała tym, którzy potrafią powiedzieć dziecku „nie wiem, ale chętnie to sprawdzę i porozmawiamy, jeśli masz ochotę” lub „nie wiem, ale jeśli ty już wiesz to chętnie posłucham”. Po drugie, co wydaje mi się ważniejsze, w dzisiejszym świecie najważniejsza jest umiejętność UCZENIA SIĘ. Samodzielnego zadawania pytań, szukania odpowiedzi, krytycznego weryfikowania informacji. I ciekawość. Ten rodzaj ciekawości, z którą wszyscy się rodzimy, która pozwala nam się rozwijać i zmieniać rzeczywistość. A którą w szkolę gdzieś gubimy. No i odwaga do stawiania czoła zmianom, odwaga do zmiany.

Szkoła powinna się zmienić z modelu „nauczanie” w model „stwarzania dzieciom najlepszych warunków do uczenia się i rozwoju talentów”.

Czy wiecie, że znacząca większość dzieci w wieku 3-4 lat jest uzdolniona matematycznie? Ok, ale nie moje dziecko – powiecie.. Mój syn jest humanistą – powiecie.. Moja córka nie radzi sobie z matematyką – powiecie.. Dlaczego? Może właśnie dlatego, że nasz system szkolny „naucza” zamiast pozwolić dziecku zrozumieć i myśleć samodzielnie? Ja tak właśnie uważam. Jestem przekonana, że najistotniejsze w szkole nie jest to CZEGO dziecko się uczy (póki co jest uczone) ale to JAK się uczy. Metody stosowane przez nauczycieli mają kluczowe znaczenie. I nie jest to już tylko teoria. Pokazują to doświadczenia tych nauczycieli, którzy odważyli się zmieniać swoje metody pracy, eksperymentować, pytać dzieci co jest dla nich ważne (sic!!). Są tacy nauczyciele! Oni uznali, że reforma edukacji musi się zacząć w nich samych.

Ale reforma edukacji nie dokona się powszechnie bez zmiany mentalności również rodziców. Potrzebna jest nam wiedza ostatnich lat badań nad procesami rozwojowymi młodego człowieka by zrozumieć gdzie tkwi problem. Musimy wiedzieć, że dziecko uczy się i zapamiętuje w relacji, w emocjach, w kontekście, w zabawie, w ruchu, z potrzeby. Gdybyśmy mieli tą wiedzę nie godzilibyśmy się na 5 godzin lekcyjnych w ławkach, w bezruchu i nad podręcznikiem. Bo ruch jest ważny i praca w grupie z kolegami jest nieporównywalnie lepsza od pracy w pojedynkę. Gdybyśmy znali założenia neurodydaktyki nie pozwalalibyśmy na wprowadzanie ocen od pierwszej klasy. Bo ocenianie szkodzi. Człowiek z natury działa z potrzeby wewnętrznej, rozwija się bo popycha go do tego motywacja wewnętrzna. A ocenianie jest niczym innym jak sztuczną motywacją zewnętrzną, przez którą gaśnie w nas radość z samego faktu poznawania nowych rzeczy. Nie uczymy się już by coś wiedzieć ale by dostać 5 czy 6, być lepszym od innych lub ze strachu przed porażką. Najsilniejszym motorem rozwoju jest wewnętrzna potrzeba, wewnętrzna motywacja. Na tym opiera się Fiński system. W Finlandii dzieci przez pierwsze lata nauki (uczenia się w szkole) nie są oceniane! Nota bene nie mają też zadań domowych – ale o tym innym razem 😉

Konkludując:

Myślmy o edukacji jako o procesie uczenia SIĘ, w którym dorośli stwarzają dzieciom warunki do poznawania świata, historii i siebie nawzajem.

Myślmy o szkole jako o miejscu, w którym dorośli pomagają uczniom rozwijać się, odkrywać swoje pasje i realizować marzenia.

Myślmy o nauczycielach jako o przewodnikach, mentorach, dających przykład jak szanować swoje poglądy, respektować prawo do bycia sobą, zarażających pasją poznawczą.

Myślmy o dzieciach, które nie mogą się doczekać kolejnego dnia w szkole, bez strachu przed jedynką czy bz’tem. Najgorsze jest chyba właśnie to, że w naszym systemie dzieci się boją. A szkoła nie powinna napawać lękiem.

Myślmy o sobie, rodzicach, że mamy prawo i obowiązek względem naszych dzieci (i wnuków 😉 ) angażować się w życie szkoły, zmieniać ją i wspierać nauczycieli w zmianie ich postaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proudly powered by WordPress | Theme: Baskerville 2 by Anders Noren.

Up ↑